Mianowicie chwilę temu jubileuszowo się zrobiło, bo i Biała Dama roczek skończyła, 12 tysięcy przebiegu zaliczyła i ASO odwiedziła. Tak więc metodą górnictwa odkrywkowego do wątku mojej DL650 XAL8 wróciłem, by Was nieco moimi porocznicowymi refleksjami napastować.
12 kkm w rok przebiegu na moto to ani mało, ani dużo, ale coś o sprzęcie powiedzieć się da. Tym bardziej, że i kolejna, dłuższa letnia wyprawa na południe się przydarzyła. W zasadzie to wszystko, co w tym wątku wcześniej napisałem nadal bez zastrzeżeń jest aktualne. Ale jakiegoś małego updata popełnić myślę warto.
Na wstępie tradycyjne zastrzeżenie. To nie prawdy objawione, a jedynie subiektywne, moje odczucia poparte obserwacjami.
Ad rem.
1. Osiągi
Wraz z wzrostem przebiegu motocykl stał się bardziej dynamiczny, lepiej przyśpiesza. Mam wrażenie, że warto było trochę nagimnastykować się nad odpowiednim dotarciem, a później nad stopniowym zwiększaniem obciążenia. Nadal z trzema załadowanymi kanciastymi kuframi Givi TRK pociska do 160 km/h bez shimmi. Szybciej to już niefajnie i potyrpać może. Zwłaszcza jak wiatr rozrabia. Ciekawe jest to, że nadal mam odczucie, że szybka autostradowa jazda nie jest wygodniejsza na nowym, dużym DL, którym ostatnio znowu trochę pośmigałem. Duży na pewno lepiej przyśpiesza i hamuje, zawiasy dają lepsze czucie drogi, ale większego komfortu dla wyższych prędkości na dużym DL specjalnie nie ma.
2. Biegi
Biegi wchodzą ciszej niż na początku, ale nadal bardzo wyraźnie jest wyczuwalne ich przełączanie. Sygnalizacja zapiętego biegu cały czas działa bez zastrzeżeń. Wybranie luzu to luzik. Wypadanie biegów nie istnieje. Zarówno w górę jak i w dół biegi zmieniam ze sprzęgłem, precyzyjne operowanie gazem sprawia, że wchodzą jak w masło. Warto gazem pracować, bo w razie złego dostosowania obrotów do biegu po puszczeniu sprzęgła szarpnie. Ot, uroda V2. Ale to hamowanie silnikiem w górach wręcz świetne. Prawa łapka odpoczywa. Tutaj rzędowe czwórki przegrywają.
3. Hamulce
Hamulce działają wyraźnie lepiej niż na początku. Owszem, dynamiczna jazda z trzema pełnymi kuframi i plecaczkiem na górskiej drodze wymaga uwagi i przewidywania, a nawet trochę pary w prawej przedniej łapce. Jasne, sporo maszyn po prostu hamuje lepiej. Daje większy margines na reakcję. W każdym razie nigdy nie powiem, że nowy mały, nawet załadowany pod kokardkę, DL nie hamuje. Mi wystarcza. ABS zdecydowanie się przydaje. Kilka razy skórę uratował. Super się spisywał podczas awaryjnego omijania łosiów, którzy z prawej czy lewej nie ustępowali pierwszeństwa (błąd gramatyczny zamierzony). Nie działa zbyt gwałtownie. W poprzedniej generacji bardziej szarpał przy działaniu, w tej jest łagodniejszy.
4. Kontrola trakcji
TC mruga zalotnie rzadko, mimo ustawienia na 2. Może nie jest, przy tej pojemności i tym momencie obrotowym, must have, ale się przydaje. Mi najbardziej podczas dynamicznego wychodzenia z ronda lub z zakrętu, na których często w tym miejscu coś się komuś uleje lub usypie. Ale uwaga! Na trawie TC nie pomaga wiele lub zgoła nie działa.
5. Zawieszenie
Biała Dama zdecydowanie lepiej prowadzi się, gdy za każdym razem przy zmianie obciążenia pogmeram jej w tylnym amortyzatorze i w ciśnieniu powietrza w kołach. Najpierw startowałem od środka, czyli od piętnastu kliknięć. I tak jeździłem bez względu na obciążenie, cały czas zadowolony. Że nie dobija, że wygodnie itp., że dobrze się prowadzi.
Później, między innymi pod wpływem postów na forum, zacząłem bawić się ustawieniami napięcia wstępnego sprężyny z tyłu. Zwłaszcza, że to takie łatwe i obywa się bez klucza hakowego. I eureka! Tego było trzeba! Tak więc obowiązkowo zmiany ciśnienia w oponach i zmiany ustawień tylnego zawieszenia. Co do kliknięć to wygląda to tak, licząc jako zero położenie skrajne LOWER: sam – 10, sam i trzy kufry – 15, z plecaczkiem – 20, z plecaczkiem i kompletem kufrów – 30, czyli na maks do góry. I prowadzenie dużo lepsze.
Jedyna wada, że plecaczek narzeka, że tak wysoko trzeba się wspinać. A i samemu wtedy warto z seta przy wchodzeniu skorzystać. Oczywiście, każdy powinien sam wybrać swoje wartości kliknięć.
6. Stuki, puki, piski.
Pisałem wcześniej o różnych odgłosach, stukach. Jedne doszły, inne wyszły. Trochę mnie wkurzały, trochę niepokoiły, no bo przecież sprzęt ganz nowiutki, zadbany i taki… biały
Zluzowałem poślady, kupiłem slipy o numer większe i od tego czasu jest dobrze. Zwłaszcza, że posłuchałem sobie też trochę dojrzałych olejaków, silników innych marek niż H, innych stromów małych i dużych. A dwa Ducati to nawet myślałem, że zepsute, po każdym odpaleniu gadały inaczej. I jak wiadro pełne nakrętek.
7. Czy nowy?
I tutaj nawiązanie do punktu 6, a nawet jego ciąg dalszy. Jeżeli myślisz, że kupując u dilera nowego DL dostaniesz sprzęt idealny, to nie dostaniesz. Każdy nowy sztormiak też sobie popuka, postuka, popiszczy i absolutnie nic złego z tego nie wynika.
Jeżeli więc zależy Ci na bardzo dobrym stanie technicznym, a nie na dziewictwie, to bez znaczenia, czy kupisz nowy, roczny czy dwuletni, stan ten sam. Byle tylko od ogarniętego kierownika, pod którym motong solidnego dzwona nie zaliczył i oliwę miał na czas wymienianą.
A jeśli chcesz nowy idealny sprzęt bez zmazy, skazy i bez podejrzanych dźwięków to… zmień dilera! (ta ostatnia rada jest uniwersalna i rozwiązuje wiele poważnych problemów współczesnego mężczyzny).
8. Światła
Zdecydowanie odradzam dłuższy wyjazd turystyczny z obciążeniem nowym małym DL bez rozkminienia ustawiania wysokości światła z przodu. W moim przypadku, nawet prawidłowe ustawienie sprężyny z tyłu i ciśnienia powietrza w oponach powodowało, że podczas jazdy z kuframi i plecaczkiem, w jasny dzień znaki drogowe zalotnie błyskały w moim kierunku. Oczywiście po zapadnięciu zmroku sytuacja zdecydowanie się pogorszyła.
Czyli potwierdzam część wypowiedzi na forum, że fabrycznie światła w małych są ustawione za wysoko, a po załadowaniu na maksa bardzo za wysoko. Więc albo ustawienie przed wyjazdem pod pełnym obciążeniem (co może być trudne) albo narzędzie i umiejętność zmiany poziomu światła mijania w drodze.
9. Zużycie paliwa
Mam znajomego, który ujeżdża Tracera 700. Jego zużycie paliwa nie interesuje zupełnie. Twierdzi, że motocykl ma dawać radość, a nie być źródłem trosk. I słusznie. W pewnym sensie.
Ja zaś zapewne mam wśród moich przodków jakichś Szkotów lub Wielkich Polan. I wolę wydać mniej niż więcej. Stąd zainteresowanie apetytem Białej Damy.
W związku z tym, że TRIP 2 utrzymuję od kupna, to średnie zużycie paliwa według komputera motocykla od zakupu wynosi 5,0 l/100 km. Dodatkowo, każde tankowanie, od pierwszego do ostatniego, mam wprowadzone do aplikacji FUELIO (którą polecam). Według wyliczeń tej aplikacji na tym samym dystansie zużyłem 4,984 l/100 km. Czyli konkluzja jest taka, że komputer obliczający średnie zużycie paliwa jest bardzo dokładny. Tak też się dzieje podczas każdego tankowania. Między FUELIO a komputerem z TRIP 1 resetowanym przy każdym tankowaniu różnice sięgają 0,1 litra.
I teraz nieco mniej nagiej statystyki a więcej fabuły. Morał też będzie.
Po 6 kkm zauważyłem, że coraz trudniej zejść mi ze zużyciem paliwa poniżej 5 l na setkę. Średnia też oczywiście szła do góry. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy coś złego się nie dzieje ze sprzętem. Aż nie tak dawno temu przyszło mi zrobić ponad 300 km w towarzystwie dynamicznie jeżdżącej, bez zmulania (acz w miarę przepisowo, nie więcej niż 10, 20+) ogarniętej 250-tki. Trasa wybitnie mieszana, miasto, ekspresówka, krajówka, drogi lokalne). Ja solo, ale trzy kufry na maksa. Na ekspresówce nawet powyżej 120 km/h. Z uwagi na okoliczności przyrody i towarzystwo, podczas jazdy nie zajmowałem się metabolizmem mojego motonga. Jakież było moje zdziwienie na stacji paliw, gdy po tych kilometrach okazało się, że Biała Dama skonsumowała tylko 3,7 litra na 100 km. 250-tka spaliła 3,2 litra na setkę. Czyli okazało się, że mały DL nadal potrafi spalić bardzo mało, a problemem jestem ja i mój styl jazdy. Zresztą i podczas wyprawy z maksymalnym obciążeniem w postaci plecaczka, trzech kufrów i szpejów przypiętych na topowym kuferku, konsumpcja wyniosła 4,5 litra na setkę. W tym sporo autostrad do 130 km/h (bo to nie polskie lub niemieckie autostrady były).
Morał jest taki: mały DL oszczędny jest, a jak bardzo i czy w ogóle, to już tylko od kierownika (zmiany) zależy.
10. Ubranie
I tutaj to zmian chyba najmniej. Warto było wcześniej kwestię garderoby dobrze przemyśleć. Na razie wszystko działa, spełnia swoją rolę. Czyli połączenie wyposażenia wersji XT z ofertą Givi/Kappa.
Miał już być tankbag na tanklock, ale ostatecznie żaden dostępny nie przekonał mnie kształtem, a i cena robi wrażenie. Za to na dalsze wyjazdy sprawdziły się mniejsze torby/plecaczki mocowane do gmoli.
Największy dylemat dotyczy stopki centralnej. Najpierw byłem na tak, a teraz po roku stwierdzam, że mały DL daje radę na bocznej z poszerzeniem. Owszem, trudniej robić obsługę, ale i smarowanie można ogarnąć bez centralki. Może, jak się przydarzy jeszcze dłuższa wyprawa i smarowanie bez centralki będzie bardziej upierdliwe, wrócę do tematu.
Przy okazji wyglądu i wersji, to okazało się, że szprychowe koła XT wyglądają dobrze, nic złego ze szprychami się nie dzieje. Co ciekawe, jak ktoś chce chwili medytacji to może je pojedynczo czyścić, a jak czasu brak to nawet nie czyszczone nie wyglądają źle. Ja czasami je czyszczę, a czasami miesiąc nie dotykam, i też źle nie wyglądają. Nie ma też problemu z rynienką do mocowania szprych w przednim kole. Wbrew obawom, nawet na złej i brudnej nawierzchni nie zbiera syfu. W mojej ocenie te koła szprychowe wyszły Suzuki całkiem estetyczne, a co najważniejsze, nie kłopotliwe zupełnie w eksploatacji.
W wyposażeniu pojawił się uchwyt Givi FB3112. Łatwo mocowany, bardzo pewnie i sztywno. Jedyny problem to zbyt cienka rurka, o średnicy chyba 12 mm. Do tej rurki doszło mocowanie typu X grip od Leoschi. W zestawie Leoschi były dwa rozmiary mocowań na rurkę, mniejsze stykło po małym podpiłowaniu plastikowego wypełnienia gwintowanej obejmy. Na dodatek będące w zestawie mocowanie z kulą pod śrubę wykorzystałem do alternatywnego zamocowania niemarkowej nawigacji, którą mocuję w przegubie zamiast uchwytu X grip. Zastanawiam się nad podłączeniem zasilania USB tego Leoshi, ale na razie oryginalne gniazdo DL daje radę.
Bardzo dobrym pomysłem było naklejenie bocznych folii zabezpieczających bak. Zastosowałem oryginalne folie Suzuki. Według mnie jest to niezbędne, zwłaszcza jak wraz z doskonaleniem techniki uda stają się coraz ważniejsze w prowadzeniu motocykla. Wtedy wyjątkowo łatwo o otarcia spodniami, ochraniaczami itp. Warto pamiętać, że w najnowszej wersji nie pełnią żadnej funkcji wizualnej. Są przeźroczyste i nie ma nawet kolorowego szparunku, jaki był w foliach do poprzedniego modelu. Tylko mały napis SUZUKI na dole. Folię zdecydowanie polecam.
Podsumowanie.
Małego V-stroma kupiłbym w ciemno jeszcze raz. Jeden z najbardziej trafionych zakupów. Bardzo mało wkurwu, bardzo dużo zabawy. Warto tylko, jeszcze przed kupnem, dokładnie zapoznać się z filozofią produktów Suzuki oraz z specyfiką tego konkretnego modelu. A wtedy zakup będzie udany, a kierownik będzie cieszył koparę i na luźnych pośladach relaksował się jazdą.
Jak kręci Cię szukanie dziury w całym i stresuje każdy nowy dźwięk w motocyklu, a znajomi uważają że jesteś upierdliwy, to rozejrzyj się za innym motocyklem.
