Dziś pracodawca się nie popisał - więc wolny dzień (jutro zresztą też, ale to już z przydziału będzie).
Jako, że po opolskim FT motór był trochę zbrudzony (a ja za często na myjnie nie śmigam), trzeba było zmyć te błotko (już takie fajnie wyschnięte

- więc znowu respekt na dzielni spadnie, cóż to)
Ok. Dziś coś w temacie "garażu" podziałam:
Pogoda na +, więc działamy....
1) Zabrać szpargały z mieszkania do garażu - misja z żonką, bo "kilka" rzeczy trzeba było przetransportować.
- waliza z kluczami i nasadkami
- akumulator
- multimetr
- dwa dynamometryki
- naftu (bo zeszłoroczna wyparowała)
- jakieś szpargały i inne takie takie
2) Garaż - wstępne pomiary aku i ładowania - teraz nie wiem już nic (ale oczywiście dobrać do wtyczek z regulatora i alternatora się bałem - więc może Ktoś pomoże w tej materii - chętnie się uśmiechnę i później odwdzięczę

)
3) Myjnia - tu szybki temat, bez sensacji (nawet nie było kolejki, więc spoko)
4) Żonka już się oddaliła, a ja zastanawiałem się co by tu pomajstrować. Początkowo było czyszczenie łańcucha w planie, a naciąg w sumie przy okazji (na odwagę - dla kurażu)
Po roku to osłonka zdawczej wyglądała tak:

- Osłona zdawczej
- A1.jpg (1.08 MiB) Przejrzano 6471 razy
Naftu, pędzlu i jechane, nawet szczotku do łańcuchu poszło w ruch, ale szczoteczki do zębów już mi się nie chciało. Na spokojnie (choć w okolicy kręcił się właściciel garaży i tylko czekałem na zjeby - bo wiadomo: zawsze gdzieś coś kapnie, czy zbrudzi, ale chłop przyjął te moje gimnastykowanie dzisiejsze na klatę - baa - nawet sam dopingował).
Przydały się jakieś stare szmatki i krzesło "z odzysku" - na spokojnie czyszczonko (choć i tak aptekarze się przyczepią do dokładności - ale nie widzieli jak on wcześniej wyglądał

)

- Łańcuch
- A4.jpg (715.33 KiB) Przejrzano 6471 razy
Osłona założona - łańcuch nabrał kolorytu - hmmm.... robić dalej, czy się wydygać.
Szybkie obczajanie YT, przypominanie jak to u @
staszek_s łańcuch był ogarniany - a kit.... łapię się - najwyżej....
Szybkie zdrowaśki, zakładanie nasadki na grzechotnika, z drugiej lidlowski oczkowy i dawaj....
Miarka i przetaczanie - jakieś pomiary wyszły - to +/- wiem co granie i co dalej...
Pora na nieodwracalne - zabieram się za odkręcanie.
No nie ruszy dziad....
Mądrzy ludzie w takiej sytuacji wiedzą, ja się musiałem po łepetynie podrapać i włączył się tryb "pomysłowy Dobromir" - a może na bocznej spróbować
Boczna rozłożona - puściła ośka pięknie. Nawet nie wiem czy aż nie za pięknie - bo oczkowy 22 (od strony zębatki) nawet nie był potrzebny ... hmmm...
Imbus w dłoń i dawaj. Tyle samo z jednej i z drugiej - powinno być git.
Skręcam najpierw grzechotnikiem - przy lekkim oporze dynamo - 100, klik i co - już? Eee....
Jeszcze na skręconej lekko regulacyjne dociągam (o tyle samo) - wcześniej suwmiarka i zerkam - pasi lewa/prawa.
Po dociągnięciu - pasi lewa i prawa....
WTF - coś nie gra - za szybko, za łatwo "o co kaman"

- Znacznik_1
- A2.jpg (586.45 KiB) Przejrzano 6471 razy

- Znacznik_2
- A3.jpg (576.98 KiB) Przejrzano 6471 razy
Jeszcze tak +/- przetoczyłem i zmierzyłem - nie jestem pewny w 100% ale może będzie to dobrze ustawione.
Motuś w połowie przed garaż - centralka na kostce i odpalamy....
Zagadał - 1 i niech sobie chwilkę pokręci.
Jak to na łańcuchu - nawet prosto od zadu patrząc (ale ja mam oczy zwichrowane - więc spoko

) - jakoś kręci kołem. Chwilę pochodził - to trzeba go teraz "zaciaprać" spray`em. Gasim i już ręcznie psikam, przekręcam, psikam, przekręcam.....
Chwilkę tak sobie był i smateczką nadmiar starałem się zebrać.
Po tych zabawach Motuś odstawiony na nocowanko, a ja na mieszkanko.
Wpadam - a tu siatka leci Japonia - Polska (bo Japończycy po lewej stronie boiska)...
Na końcówkę 1 seta zdążyłem i wygrali Nasi. Resztę meczu już oglądałem i tak się zastanawiam - czy Ja oby wszystko dziś dobrze zrobiłem (szczególnie ten naciąg).
Pozostaje mi tylko temat ładowania (bo coś mi się w kościach czuje, że tu jakieś niedomagania nastąpiły ostatnio) - ale mimo opisu trochę się obawiam za to zabrać samemu.....
Tak właśnie dzień dzisiejszy dziś garażowo spędziłem.
Najgorszy i niewybaczalny błąd (którego jestem świadomy - niestety), że nie miałem pod ręką piwka - ale może to i lepiej

Teraz udaję się do kuchni i ten błąd naprawię.
Dziękuję za uwagę.
ps W lodówce był tylko "Ż" , którym się właśnie zamierzam zaopiekować.
Wchodzi gładko - zimne takie
