Czy to tylko zimowa wilgoć?
: 01 kwie 2026, 19:01
Około tydzień temu po wymianie płynów (olej - ten co zwykle - Valvoline Synpower 10W40, płyn chłodniczy - Putoline Ultracool 12) odpaliłem moto, pochodził sobie, zagrzał się, wentylator wystartował, zgasiłem. Wszystko chodziło idealnie, odpalił od strzała, chodził równo, dźwięk silnika taki jak zawsze.
Parę dni później przejechałem się po garażu, biegi wchodziły bez problemu, luz też. Zawiozłem go na myjnię (4 piętra w dół), umyłem jak zawsze, czyli piana aktywna i lanca z daleka. Oczywiście wtedy też odpalił bez problemu, i po myciu tak samo. Wcześniej po moczeniu wskaźnik biegów szalał między jedynką a dwójką, teraz (po czyszczeniu/konserwacji złączek elektrycznych) nic takiego się nie działo. Odwiozłem do garażu i tyle.
W poniedziałek odpaliłem, znowu wystartował od strzała, chodził równo, trochę się zagrzał (na tyle, żeby obroty biegu jałowego spadły poniżej 2k/min). Jadę i co - po około 2 km chcę wyprzedzać, kierunkowskaz, gaz i ... w ogóle nie ma mocy, przerywa, szarpie. Później eksperymentując zauważyłem, że w zasadzie traci moc prawie do zera w okolicach 4k obrotów na minutę - bez względu na zapięty bieg. Niżej - równo, wyżej - jedzie równo. Niestety im dalej w las tym ciemniej, zaczął szarpać i tracić moc w coraz szerszym zakresie obrotów. Widzę, że chwilowe zużycie paliwa potrafi być ponad 10 l na 100 km mimo równej jazdy w okolicy 90 km/h. W pewnym momencie zaczęła migać kontrolka silnika (lampa alladyna), więc się gdzieś za Tychami zatrzymałem, zgasiłem, patrzę i myślę. Poziom oleju - ok, płyn chłodniczy - ok, jest. Dotykam silnika, gorący, ale czy bardziej niż zwykle - trudno powiedzieć, parzy, ale jest zimno, dłonie zmarznięte, to się inaczej odczuwa. Wentylator w czasie jazdy chyba się nie włączył. Ale co mnie zaniepokoiło, to mam wrażenie, że tłumik się grzał bardziej niż zwykle - przed wyjazdem tylna opona miała 2,5 bara, teraz TPMS pokazał 2,9, i dotykając jej od strony tłumika było czuć, że jest ciepła. Ponadto zauważyłem, że wnętrze rury wydechowej, zawsze pokryte rdzą, teraz jest pokryte równo sadzą. W trakcie jazdy patrzyłem jeszcze w lusterka (no ale nie w momencie, gdy nie miał mocy, tylko ogólnie przyglądałem się), i nie zauważyłem, żeby jakiś biały/niebieski/czarny dym za mną leciał - ani żeby coś śmierdziało.
No dobra, odpalam znowu, kontrolka silnika zgasła. Znów wystartował bez żadnych problemów, pracuje równo. Lekka przegazówka, dym z rury bezbarwny, ale mam wrażenie, że zapaszek lekko wpada w woń spalin sprzed ery katalizatorów. W okolicach 4k obrotów znów się lekko krztusi. Oglądam olej - zrobił się mętny, brzydki. Pod korkiem serka nie ma, ale troszkę jakby takiej pianki, emulsji.
Jadę dalej, bardzo spokojnie, ostrożnie, bo nie wiadomo, czy na zakręcie silnik czegoś nie odstawi. I co zauważam - że problem powoli zaczyna ustępować. Robię testy - zwalniam na dwójce do prędkości biegu jałowego, bardzo leciutko dodaję gazu - moto równo przyspiesza do 4k obrotów, później jest delikatna czkawka, poszarpywanie, ale wystarczy znów minimalnie, maluteńko dodać gazu, i przyspiesza równo dalej. Natomiast jak z obrotów biegu jałowego dodam gazu troszeczkę bardziej, to przyspiesza i obszar 4k obrotów przechodzi gładko, jak po maśle. Więc można powiedzieć, że jeździ jak zawsze, bo nigdy wcześniej gazu chyba tak mało nie dodawałem ani takich testów nie robiłem.
Dojechałem do domu (łącznie 136 km), i następnego dnia znów go sprawdzam.
Czytnik OBD2 - żadnych błędów nie pokazał. Zworka - tylko C00 - czyli co, migająca kontrolka silnika mi się przyśniła?
Oglądam olej - no nadal taki mętny, lekko pociemniał, nie podoba mi się. Pod korkiem nie ma serka/majonezu, ale jest taka lekka emulsja, jakby jednak trochę wody było. Poziom - w normie.
Otwieram korek na chłodnicy - płyn jest, nie wygląda, jakby jakieś plamy oleju na nim były. Niestety zbiorniczka wyrównawczego na razie nie sprawdzałem, bo musiałbym znów zbiornik podnosić - w każdym razie poziom płynu jest w granicach.
Wykręciłem świecę z przedniego cylindra - wygląda normalnie, ale (w porównaniu z poprzednią, którą mam zachowaną) nagar sięga 3/4 gwintu (vs. 1/3), ale można go zwyczajnie ręcznikiem papierowym zetrzeć, i jest taki jakby świeży, klejący - czuć to podczas wykręcania i wkręcania świecy, że że stawia opór. Poza tym izolator elektrody centralnej jest czerwony (vs. biały), ale równo żywo czerwony, nie ma żadnych przebarwień.
I co teraz pytanie zasadnicze - co to się stało się. Motocykl niejeżdżony prawie pół roku (od 23. października), zatankowany 98 z Orlenu. Paliwo się rozwarstwiło (taka była moja pierwsza myśl), woda zebrała na dnie, albo te 5% etanolu, którego silnik ani ECU nie ogarniało? Wilgoć się skropliła w skrzyni korbowej, ale to czemu pierwsze wygrzewanie silnika nie zamętniło oleju? A może uszczelka między pompą wody a skrzynią korbową przecieka. Albo w cylindrach, no ale ile tego mogło się zgromadzić. Albo czy mi uszczelka pod głowicą nie strzeliła - ale obejrzałem silnik na ile mogłem, i z zewnątrz nic się nie poci.
Jakiś to może mieć związek z czyszczeniem zaworków PAIR? Może puszczają powietrze, jest za dużo powietrza w spalinach, sonda lambda to "widzi", ECU dolewa benzyny, która zalewa silnik, a później spala się w układzie wydechowym, grzejąc tłumik i zakapcając wydech? No ale jest jeszcze zawór, który zamyka po podaniu napięcia dostęp dla powietrza z airboxa do systemu PAIR. Chyba będę musiał go sprawdzić, może się nie zamyka.
Parę dni później przejechałem się po garażu, biegi wchodziły bez problemu, luz też. Zawiozłem go na myjnię (4 piętra w dół), umyłem jak zawsze, czyli piana aktywna i lanca z daleka. Oczywiście wtedy też odpalił bez problemu, i po myciu tak samo. Wcześniej po moczeniu wskaźnik biegów szalał między jedynką a dwójką, teraz (po czyszczeniu/konserwacji złączek elektrycznych) nic takiego się nie działo. Odwiozłem do garażu i tyle.
W poniedziałek odpaliłem, znowu wystartował od strzała, chodził równo, trochę się zagrzał (na tyle, żeby obroty biegu jałowego spadły poniżej 2k/min). Jadę i co - po około 2 km chcę wyprzedzać, kierunkowskaz, gaz i ... w ogóle nie ma mocy, przerywa, szarpie. Później eksperymentując zauważyłem, że w zasadzie traci moc prawie do zera w okolicach 4k obrotów na minutę - bez względu na zapięty bieg. Niżej - równo, wyżej - jedzie równo. Niestety im dalej w las tym ciemniej, zaczął szarpać i tracić moc w coraz szerszym zakresie obrotów. Widzę, że chwilowe zużycie paliwa potrafi być ponad 10 l na 100 km mimo równej jazdy w okolicy 90 km/h. W pewnym momencie zaczęła migać kontrolka silnika (lampa alladyna), więc się gdzieś za Tychami zatrzymałem, zgasiłem, patrzę i myślę. Poziom oleju - ok, płyn chłodniczy - ok, jest. Dotykam silnika, gorący, ale czy bardziej niż zwykle - trudno powiedzieć, parzy, ale jest zimno, dłonie zmarznięte, to się inaczej odczuwa. Wentylator w czasie jazdy chyba się nie włączył. Ale co mnie zaniepokoiło, to mam wrażenie, że tłumik się grzał bardziej niż zwykle - przed wyjazdem tylna opona miała 2,5 bara, teraz TPMS pokazał 2,9, i dotykając jej od strony tłumika było czuć, że jest ciepła. Ponadto zauważyłem, że wnętrze rury wydechowej, zawsze pokryte rdzą, teraz jest pokryte równo sadzą. W trakcie jazdy patrzyłem jeszcze w lusterka (no ale nie w momencie, gdy nie miał mocy, tylko ogólnie przyglądałem się), i nie zauważyłem, żeby jakiś biały/niebieski/czarny dym za mną leciał - ani żeby coś śmierdziało.
No dobra, odpalam znowu, kontrolka silnika zgasła. Znów wystartował bez żadnych problemów, pracuje równo. Lekka przegazówka, dym z rury bezbarwny, ale mam wrażenie, że zapaszek lekko wpada w woń spalin sprzed ery katalizatorów. W okolicach 4k obrotów znów się lekko krztusi. Oglądam olej - zrobił się mętny, brzydki. Pod korkiem serka nie ma, ale troszkę jakby takiej pianki, emulsji.
Jadę dalej, bardzo spokojnie, ostrożnie, bo nie wiadomo, czy na zakręcie silnik czegoś nie odstawi. I co zauważam - że problem powoli zaczyna ustępować. Robię testy - zwalniam na dwójce do prędkości biegu jałowego, bardzo leciutko dodaję gazu - moto równo przyspiesza do 4k obrotów, później jest delikatna czkawka, poszarpywanie, ale wystarczy znów minimalnie, maluteńko dodać gazu, i przyspiesza równo dalej. Natomiast jak z obrotów biegu jałowego dodam gazu troszeczkę bardziej, to przyspiesza i obszar 4k obrotów przechodzi gładko, jak po maśle. Więc można powiedzieć, że jeździ jak zawsze, bo nigdy wcześniej gazu chyba tak mało nie dodawałem ani takich testów nie robiłem.
Dojechałem do domu (łącznie 136 km), i następnego dnia znów go sprawdzam.
Czytnik OBD2 - żadnych błędów nie pokazał. Zworka - tylko C00 - czyli co, migająca kontrolka silnika mi się przyśniła?
Oglądam olej - no nadal taki mętny, lekko pociemniał, nie podoba mi się. Pod korkiem nie ma serka/majonezu, ale jest taka lekka emulsja, jakby jednak trochę wody było. Poziom - w normie.
Otwieram korek na chłodnicy - płyn jest, nie wygląda, jakby jakieś plamy oleju na nim były. Niestety zbiorniczka wyrównawczego na razie nie sprawdzałem, bo musiałbym znów zbiornik podnosić - w każdym razie poziom płynu jest w granicach.
Wykręciłem świecę z przedniego cylindra - wygląda normalnie, ale (w porównaniu z poprzednią, którą mam zachowaną) nagar sięga 3/4 gwintu (vs. 1/3), ale można go zwyczajnie ręcznikiem papierowym zetrzeć, i jest taki jakby świeży, klejący - czuć to podczas wykręcania i wkręcania świecy, że że stawia opór. Poza tym izolator elektrody centralnej jest czerwony (vs. biały), ale równo żywo czerwony, nie ma żadnych przebarwień.
I co teraz pytanie zasadnicze - co to się stało się. Motocykl niejeżdżony prawie pół roku (od 23. października), zatankowany 98 z Orlenu. Paliwo się rozwarstwiło (taka była moja pierwsza myśl), woda zebrała na dnie, albo te 5% etanolu, którego silnik ani ECU nie ogarniało? Wilgoć się skropliła w skrzyni korbowej, ale to czemu pierwsze wygrzewanie silnika nie zamętniło oleju? A może uszczelka między pompą wody a skrzynią korbową przecieka. Albo w cylindrach, no ale ile tego mogło się zgromadzić. Albo czy mi uszczelka pod głowicą nie strzeliła - ale obejrzałem silnik na ile mogłem, i z zewnątrz nic się nie poci.
Jakiś to może mieć związek z czyszczeniem zaworków PAIR? Może puszczają powietrze, jest za dużo powietrza w spalinach, sonda lambda to "widzi", ECU dolewa benzyny, która zalewa silnik, a później spala się w układzie wydechowym, grzejąc tłumik i zakapcając wydech? No ale jest jeszcze zawór, który zamyka po podaniu napięcia dostęp dla powietrza z airboxa do systemu PAIR. Chyba będę musiał go sprawdzić, może się nie zamyka.