skibol83 pisze: ↑29 lip 2023, 22:07
Powiedzcie jak macie rozwiązana kwestie wody? Tzn. macie jakiś kanisterek czy po prostu z butelki? Garnki swoją droga ale do gotowania potrzebna jest woda
Zastanawiam się nad jakimś małym konisterkiem 2l z uchwytem na kufrze lub do stelaża, do tej pory zabierałem bańkę wody 5l no ale zajmuje ona tylko niepotrzebnie miejsce w kufrze
To już dla mnie jest trochę absurd

To może jeszcze kartofelki i cebula?
Dla mnie - podobnie jak dla kilku kolegów zabierających głos wcześniej - lokalna kuchnia jest nierozerwalnym elementem podróżowania. To jest wielowiekowy dorobek ludzi i narodów, które odwiedzam; to są inne składniki, receptury, połączenia smaków; to są potrawy, których często nie spotka się u "Turka" za rogiem w swoim mieście lub na pyszne.pl. A czasem bywa też tak, że w poszukiwaniu śniadania, obiadu lub kolacji odkrywamy niezwykłe miejsca, spotykamy niesamowitych ludzi i mamy okazję do pogawędki z lokalesami...
I jak czytam o całym tym szpeju - ile on kosztuje, ile on zajmuje miejsca - a mówimy tutaj o podróżowaniu na moto, a nie kamperem - to nie mogę wyjść ze zdziwienia... A jeszcze ile czasu się traci na to pichcenie, mycie, sprzątanie
Mogę to zrozumieć, jak jeździ się po krzakach offroadowym samochodem i biwakuje w głuszy, przez kilka dni nie wracając do cywilizacji. Ale na moto? W podróży po Europie, gdzie kuchnia jest tak niezwykle różnorodna? I w większości, może poza Skandywnawią i tą najbardziej zachodnią częścią, jedzenie jest tańsze lub przynajmniej nie droższe niż obecnie w PL. Więc po co wsuwać wciąż te same Pudliszki i kluchy targane ze sobą? Nie, tego nie rozumiem...
Ale nawet jeżdżąc po Polsce warto spróbować lokalnego jedzenia... Żurek nigdy nie jest taki sam
Mnie czasem zdarza się samodzielnie przygotowywać śniadanie, ale tylko wówczas, gdy mam na kwaterze dostęp do kuchni i dzień wczesniej zrobię sobie zakupy w jakimś miejscowym sklepiku
Co do kawy... W różnych "dziwnych" miejscach, kawa parzona przez lokalesów potrafi być niezwykle zaskakująca. Do tej pory pamiętam klimat, nie smak, a właśnie klimat kawy pitej w lokalnej "spelunce" w Albanii, gdzie porozumiewaliśmy się na migi. Lub tej zaparzonej w przydrożnej cafe w Maroku... A tak poza takimi przypadkami, to na stacjach benzynowych praktycznie w całej Europie, włączając w to Rosję, Gruzję, również Maroko, są nowoczesne ekspresy i można się napić dobrej kawy...
P.S. Ja w swoich podróżach nie stołuję się w McDonald's lub podobnych sieciówkach rodem z Ameryki... Ale... u podstaw "sukcesu" takich sieci legły częściowo zachowania właśnie zwolenników "kuchni pod gwazdami"

tzn. ludzi którzy nie lubią czegoś nowego, nie lubią niespodzianek, którzy nie chcą być zmuszani do wczytywania się w menu w jakimś dziwnym języku lub dogadywania się z jakimś Albańczykiem lub Rumunem

i zmuszani do "przerażającego" dla nich dokonywania wyboru

Oni chcą mieć swoje znane, "bezpieczne" jedzenie, dokładnie takie same, jak mają w domu
Nie bierzcie tego ostatniego akapitu za poważnie i zbyt do siebie
