parę dni temu wraz z plecaczkiem wróciliśmy z Chorwacji. W trasie spotkały nas dwie, dość niebezpieczne i niepokojące sytuacje, a dokładniej chodzi o wiatr praktycznie uniemożliwiający jazdę. Raz, nie była to bora itp., raczej standardowe podmuchy na Jadrance (szczególnie zjazd z góry w okolicach Jasenic), dwa, całkiem mocna burza/wichura już w Polsce. Wiatr uderzający z każdej strony rzucał nami po całym pasie. Oboje czuliśmy, że motocykl jest niestabilny i prawie się przewraca. Wrażenie było tak silne, że początkowo byłem przekonany, że jedziemy na flakach, w obu kołach. Na magistrali dojechaliśmy z prędkością ~70 km/h na stację, w Polsce staliśmy w deszczu na poboczu, czekając na uspokojenie.
DL 650 z 2016
Opony: seryjne trail wingi (przejechane od 2016 ~20k km)
Załadowany następująco: tankbag 18l (około 6kg wagi), centralka jajo 55l, boczne jajka 40l (ciężar rozłożony równomiernie) i co może mieć istotny wpływ- namiot typu 2seconds (okrąg średnicy ~65cm) ustawiony pionowo pomiędzy plecami pasażerki a centralką, delikatnie szerszy niż nasze barki i kufer.
Mocno wysunięta szyba givi airflow.
Przy niewielkim wietrze, na prostej i delikatnych zakrętach tak załadowany motocykl był stabilny i nie czułem znaczącej różnicy. Pewność prowadzenia była jednak mniejsza przy autostradowych zakrętach o nachyleniu w dół. Nawet bez wiatru, czuć było pewną niestabilność, być może jakby namiot działał jak żagiel i delikatnie podnosił przednie koło. Zaznaczam, że prędkości maksymalne to 120 km/h.
Przyznam szczerze, że przez ostatnie lata miałem raczej szczęście do pogody, nieczęsto zdarzało mi się jeździć w burze/wichury. Zastanawiam się, czy tym razem zadziałał brak doświadczenia, niewłaściwe spakowanie motocykla, a może opony? Zawsze jeździmy sami, więc nie mieliśmy z kim przedyskutować zachowania motocykla w takich warunkach, a jedyne motocykle jakie nas wtedy mijały to niskie, ciężkie turystyki w stylu bmw K1200GT.
Dajcie znać co o tym myślicie,
dzięki
